Popularna legenda głosi, że król Kazimierz Wielki (1310 – 1370) spotykał się i utrzymywał bliskie kontakty z Żydówką Esterą. Do spotkań miało dochodzić także w Radomiu. Na pamiątkę tej legendy jeden z domów przy radomskim Rynku nazywany jest kamieniczką Esterki. Tyle, że sam budynek powstał długo, długo po śmierci Kazimierza Wielkiego. Kiedy więc naprawdę Żydzi osiedlili się w Radomiu?   

 
W 1567 r. wśród ulic miasta wymieniania jest także ulica Żydowska. Świadczy to o stałej obecności Żydów w Radomiu od co najmniej połowy XVI w., skoro kilkanaście lat później nazwa ulicy funkcjonuje powszechnie. Na początku XVIII w. Żydów w mieście musiało być już więcej; radomscy mieszczanie uznali, że stwarzają oni dla ich interesów handlowych konkurencję i wyprosili u Augusta II przywilej „De non tolerandis Judaeis” (1724 r.), zakazujący Żydom zarobkowania w obrębie murów miejskich. W 1746 r. nakazano Żydom całkiem wynieść się  poza obręb miasta. Żydzi osiedli tuż za murami, na terenie podlegającym już nie rajcom miejskim, ale urzędnikowi królewskiemu - staroście. Z czasem teren ten - dzisiejsza ul. Wałowa i okolice - stał się tzw. dzielnicą żydowską. Tu w połowie XIX w. stanęła synagoga, a cała dzielnica, po zburzeniu murów obronnych Radomia, stanowiła już integralną część miasta. Z czasem wyznawcy judaizmu zamieszkiwali i w innych rejonach miasta, ale to Wałowa stanowiła zawsze centrum życia żydowskiego, szczególnie dla ortodoksyjnych Żydów.

Od połowy XIX w. rosło znaczenie Żydów w  życiu gospodarczym Radomia. Prowadzili zarówno małe sklepiki, jak i spore fabryki. Dzięki wsparciu bogatych rodzin żydowskich udało się utworzyć szpital żydowski oraz przytułek dla starszych i sierot. W odrodzonej w 1918 r. Polsce powstały liczne żydowskie organizacje społeczne, kulturalne, polityczne, sportowe, a także żydowska prasa i szkolnictwo. Żydzi zasiadali również w Radzie Miasta. W 1938 r. prawie 30 proc. z 85 tys. radomian stanowiły osoby narodowości żydowskiej.

 „Żydzi mieszkali między Polakami, ale w mieście była też żydowska dzielnica, której sercem była ulica Wałowa. Tu znajdowało się (…) kilka sztybli oraz mykwa – publiczna łaźnia (…). Wałową i sąsiednie uliczki zapełniały żydowskie sklepiki - koszerne jatki, piekarnie, księgarnie, sklepy z odzieżą i nakryciami głowy. Przed świętem Pesach ojciec zabierał mnie na Wałową i kupował nową czapkę. Nosiłem żydowską czapkę – była czarna, miała mały sukienny daszek i wyglądała trochę jak czapka do baseballa. Przy Wałowej znajdowały się także największe i najlepsze żydowskie delikatesy, gdzie można było kupić zakąski, smakołyki, różne gatunki piwa (…). Na Wałowej czułem się u siebie. Fascynowała mnie żywotność tego miejsca, rozmaitość znajdujących się sklepów, zgiełk żydowskiego tłumu.(…) W czasie szabatu i świąt Wałowa bardzo różniła się od reszty miasta. (…) Sklepy były zamknięte, a odświętnie ubrani ludzie spokojnie zdążali do synagogi. W południe, kiedy jedli świąteczny obiad, ulice były puste. Wałowa przestrzegała szabatu i szanowała święta” – tak wspomina ul. Wałową sprzed 1939 r. radomianin Ben-Zion Gold.

Prześladowania Żydów rozpoczęły się zaraz po zajęciu Radomia przez Niemców. Żydów pozbawiono praw publicznych, mienia, a w kwietniu 1941 r. utworzono getta: duże w śródmieściu, wokół ulicy Wałowej, i małe na Glinicach. Przebywanie poza gettem groziło śmiercią. W zamkniętych dzielnicach, gdzie stłoczono ponad 30 tys. Żydów z Radomia i okolic, panowały bardzo złe warunki. Brakowało żywności, szerzyły się choroby.


Dla getta tamtych dni charakterystyczna jest piosenka „Zapomniany człowiek”, parodia polskiego tanga, która była w getcie popularna. Polskie słowa tej parodii napisała Renia Sanicki-Greenberg:

"Rankiem, kiedy się budzisz,
Wszystko przed tobą to ból i strach.
Nikt nie weźmie twojej sprawy
I jak świeca spalasz się.
      Śmigasz sobie po Wałowej,
       Chcąc zarobić parę groszy,
       Bojąc się głośno mówić,
       Że kiedyś byłeś kimś.
Byłeś bogaty, przyjaciół w bród,
Przystojny, z wyższych sfer.
Teraz cię nie odwiedzają
Zapomnieli, co za wstyd.
      Czy potrzebne ci mieszkanie?
      Tu w kostnicy miejsca w bród.
       Chcesz przepustkę, mój kochany?
       Tylko za 20 dolców.
Nie stać cię?  
Głodnyś, bez forsy?
Nie poddawaj się, bądź zdrów!
Dziwne są koleje losu,
Słońce jeszcze nam zaświeci!”

- czytamy we wspomnieniach jednej z mieszkanek getta, która szczęśliwie przeżyła.  

Gdy wydawało się, że już gorzej być nie może, nadszedł sierpień 1942 r. W nocy z 4 na 5 sierpnia zlikwidowano getto na Glinicach, 16-18 sierpnia - w śródmieściu.

 „W niedzielę do getta przybyli elektrycy, aby zainstalować mocne reflektory na rogach ulic. O północy zapalono wszystkie lampy i zwykle ciemne ulice getta stały się jasne jak w dzień. Całe getto zostało hermetycznie zamknięte przez oddziały polskiej i niemieckiej policji” - czytamy we wspomnieniach radomskich Żydów. Likwidacja dużego getta rozpoczęła się 17 sierpnia, nocą. „Przez trzy noce i dwa dni, systematycznie robiono obławy na kobiety i dzieci, blok za blokiem, budynek za budynkiem, i bezlitośnie goniono ich do wagonów towarowych. Całe oddziały uzbrojonych żołnierzy SS, gestapo, żandarmów, grup ukraińskich w mundurach SS, przemieszczały się po ulicach getta, zabijając wszystkich, którzy chcieli się odłączyć od pozostałych” - relacjonują świadkowie.
Wiele osób zabito na miejscu, żadnych szans nie mieli starzy i chorzy, dzieci. Większość radomian trafiła do obozu zagłady w Treblince. Jadąc tam, do ostatniej chwili wierzyli, że to tylko przesiedlenie, tak jak twierdzili Niemcy. Z Księgi Pamiątkowej Żydów Radomskich: „Tylko jedna osoba przeżyła tę podróż pociągiem i wróciła do Radomia: Natan Berkowitz. Oto jego historia: Byłem pośród tysięcy zabranych z getta do deportacji. Zagnano nas do pociągów w akompaniamencie latających kul i uderzeń kolbami karabinów. Na bocznicy Marywilu było więcej esesmanów i ukraińskich dozorców niż deportowanych. Zanim zbliżyliśmy się do wagonu, kazano nam zostawić tobołki i zdjąć płaszcze i buty. Aby wejść do wagonu towarowego, musieliśmy minąć szpaler bestialskich esesmanów trzymających pałki, przejść przez trap, śliski od krwi. Wtedy człowiek był szczęśliwy, że wsiadł do pociągu i minął to piekło. Widziałem wiele rannych kobiet z małymi dziećmi w ramionach, które spadały z desek i były zabijane. Widziałem esesmana-bestię, który znalazł sobie rozrywkę z rozbijania butelek z mlekiem trzymanych przez dzieci lub ich matki. W wagonie było po dwieście osób, tak ciasno ściśniętych, że ledwo mogliśmy oddychać. Powietrze w środku było stęchłe i nie do wytrzymania. Po 24 godzinach podróżowania jedynie dwudziestu z nas jeszcze żyło, głównie ci, którzy stali blisko zakratowanych okienek. Następnej nocy udało mi się usunąć kraty i z pomocą moich przyjaciół przecisnąłem się przez otwór i wyskoczyłem na tory. Uciekłem do lasu, rozpaczliwie szukając wody. Przez następne godziny myślałem, że tracę zmysły z bólu i pragnienia. W końcu spotkałem jakiegoś chłopa, który dał mi wody i chleba. Doszedłem do najbliższej wsi, znalazłem tam grupę Żydów. Powiedzieli mi o obozie w Treblince, osiem kilometrów dalej. Oni pracowali przy budowie baraków i komory gazowej w obozie, ale uciekli i ukryli się w lasach. Widzieliśmy pełne Żydów pociągli przyjeżdżające z Radomia i innych miast. Wszyscy, którzy dojeżdżali żywi, byli zagazowywani i paleni w krematoriach.

Zdecydowałem, że spróbuję wrócić do Radomia, dołączę do rodziny i przekażę wiadomości o Treblince (…). Rozjaśniłem włosy i w przebraniu chłopa dotarłem do Radomia. Do tego czas getto było już zlikwidowane. Kilka tysięcy pozostałych Żydów było zamkniętych w  jednym kwartale miasta, a nad ściśle strzeżoną bramą, która do niego wiodła, był napis „Zwangs-Arbeits-Lager” (Obóz Pracy Przymusowej). Nikt w Radomiu nie uwierzył w moją historię o przeznaczeniu pociągów, nawet mój własny ojciec. Zdałem szczegółową relacje przewodniczącemu Rady Żydowskiej, ale ten nazwał mnie kłamcą i wygonił mnie ze swojego biura".

Nieliczni Żydzi Radomia, pozostali przy życiu po likwidacji dużego getta (3,5 - 4 tys.), wykorzystywani byli jako siła robocza w fabryce broni i fabryce tytoniowej. Skoszarowano ich najpierw przy ul. Szwarlikowskiej, potem Szkolnej, w obozie podległym obozowi na Majdanku. Latem 1944 r., kiedy front wschodni zbliżał się coraz bardziej, radomskich więźniów skierowano do Auschwitz, potem też do innych obozów. Po zakończeniu wojny tylko nieliczni z ocalałych zdecydowali się na powtórne osiedlenie w Radomiu. Z ich inicjatywy w 1950 r. na miejscu dawnej synagogi odsłonięto pomnik Żydów Męczenników Miasta Radomia. W PRL tylko ten monument przy ul. Podwalnej był pamiątką po kilkusetletniej obecności Żydów w Radomiu. Pamięć o rodzinnym mieście kultywowali rozsiani po całym świecie i zamieszkali w Izraelu Żydzi z Radomia. „Radom był, w rzeczy samej, klejnotem w koronie polskiego żydostwa …” - czytamy w Księdze Pamiątkowej Żydów Radomskich.

Po 1989 r., po upadku komunizmu, urodzony w Radomiu a zamieszkały w Izraelu Chaim Kincler, szef stowarzyszenia skupiającego dawnych radomian „Beit Radom”, rozpoczął starania o ocalenie pozostałości po żydowskiej społeczności. Dzięki wsparciu władz wojewódzkich udało się ogrodzić teren dawnego cmentarza żydowskiego przy ul. Towarowej, zniszczonego przez Niemców, i umieścić tam ocalałe płyty nagrobne, odtworzyć ohel. W 1992 r. z tej okazji przybyli do miasta dawni radomianie z całego świata. Przez kolejne lata wciąż odnajdywano kolejne macewy. Wtedy Kincler zgłosił pomysł, by na cmentarzu stworzyć pomnik - Lapidarium. Monument powstał dzięki pomocy finansowej służby więziennej Izraela, Gminy Miasta Radomia, przy budowie pracowali także więźniowie z radomskiego aresztu. Uroczyste odsłonięcie Lapidarium nastąpiło w końcu 2010 r. w obecności Naczelnego Rabina Polski Michaela Schudricha. W listopadzie 2011 r. w Izraelu zmarł Chaim Kincler, ostatni przewodniczący "Beit Radom", polski patriota, odznaczony przez Prezydenta Radomia za pracę na rzecz radomian i miasta medalem Bene Merenti Civitas Radomiensis.

Bibliografia:
Ben- Zion Gold, Cisza przed burzą. Życie polskich Żydów przed Holocaustem, Kraków –Budapeszt 2011;  Sebastian Piątkowski, Dni życia, dni śmierci. Ludność żydowska w radomiu w latach 1918 – 1950, Warszawa 2006;
Księga Radomia. Historia zgładzonej przez nazistów społeczności żydowskiej w Polsce”, Radom 2017; Przejmującym świadectwem, opisem świata, którego już nie ma - Radomia żydowskiego jest książka B. Gotfryda Antoni Gołębiarz i inne opowiadania o Holocauście (Wrocław 2005).


Pełny opis zdjęć:

1. Dom Esterki (obok Gąski), widok współczesny, fot. M. Kucewicz

2. Wizja średniowiecznego Radomia według A. Pinno

3. Fragmenty dawnych murów miejskich i bramy krakowskiej, fot. M. Kucewicz

4. Zamek, pozostałości, fot. M. Kucewicz

5. Powstały w XIX w. ratusz, fot. M. Kucewicz

6. XIX –wieczne kamienice w centrum, fot. M. Kucewicz

7. Jedna z dawnych garbarni. Radom  XIX w. był centrum garbarstwa. Zajmowali się nim także Żydzi, fot. M. Kucewicz

8. W II RP w Radomiu działało wiele sportowych klubów żydowskich, archiwum Polona

9. W święta państwowe w radomskiej synagodze modlono się za pomyślność Polski, archiwum Polona 

10. Ogromnym uznaniem wśród radomian cieszyła się szkoła Pawła (Pinkasa) Gisera, archiwum Polona 

11. Centrum życia społeczności żydowskiej stanowiła ulica Wałowa, fot. archiwum prywatne

12. Od rana do nocy na klientów czekały drobne żydowskie sklepiki. Cisza nad Wałową zapadała dopiero w szabas, archiwum prywatne. Duży fragment ul. Wałowej zajmowały jatki, fot. archiwum prywatne

13. Dużą cześć ul. Wałowej zajmowały koszerne jatki, fot. archiwum prywatne  

14.  Lapidarium na cmentarzu żydowskim w Radomiu, fot. M. Kucewicz

15. Tel Aviv 2010 r., siedziba „Beit Radom”: Chaim Kincler (w środku) odbiera z rąk Prezydenta Radomia Andrzeja Kosztowniaka Medal Bene Merenti Civitas Radomiensis, obok ambasador Polski w Izraelu Agnieszka Magdziak- Miszewska, fot. R. Metzger
16. Grób Chaima Kinclera na cmentarzu w Tel Avivie, fot. R. Metzger